Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolumbia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kolumbia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lipca 2011

"Sto lat samotności" Gabriel García Márquez

„Sto lat samotności” to pierwsza książka Márqueza, jaką miałam przyjemność czytać. Z racji tego, iż jest to autor powszechnie znany i szanowany, a chyba nie przesadzę nawet mówiąc też - uwielbiany, postawiłam mu bardzo wysoką poprzeczkę. Niestety, nie do końca udało się ją przeskoczyć, niemniej lektura „Stu lat samotności” była niezwykłą czytelniczą ucztą.

Losy poszczególnych członków rodziny Buendia na przestrzeni całego wieku składają się na niesamowitą opowieść, pełną zaskakujących zdarzeń i głębokich emocji. Opowieść niebanalną i niepowtarzalną, choć chyba nie do końca można ją przypisać samemu Márquezowi, gdyż historię owego rodu znał on już od dzieciństwa z przekazu swoich dziadków. Nie umniejsza to w żadnym razie jego zasług w zebraniu i spisaniu tych podań, a nie wątpię, że ubarwił całość również swoimi pomysłami. Nie będę streszczać, relacjonować ani nic z tych rzeczy, bo mam wrażenie, że w przypadku „Stu lat samotności” byłoby to bezcelowe. Zachęcam natomiast do samodzielnego zapoznania się z treścią!

Gabriel García Márquez snuje opowieść pozbawioną wartkiej akcji, aczkolwiek wciągającą bardziej niż niejedna książka, w której fabuła pędzi na łeb na szyję. Nie można jednak powiedzieć, że wiele się tu nie dzieje, bo to nieprawda. Z początku zagłębiłam się w historię Buendiów bez reszty. Mój zapał został nieco ostudzony przez fragmenty opisujące szeroko pojętą rzeczywistość wojenno - rewolucyjną. Nie lubię takiej tematyki, nudzi mnie, męczy, ciężko mi przez nią przebrnąć. Na tamtym etapie pomyślałam: „To ma być ten słynny Márquez?” Teraz właściwie zastanawiam się, jak w ogóle taki gorzki sąd mógł powstać w mojej głowie. Dalsze dzieje rodziny pochłonęłam już dużo szybciej, a ten przykry incydent zbrojny okazał się tylko chwilą w wieczności.

Nie sposób nie wspomnieć o zamieszaniu z drzewem genealogicznym. Ciągle powtarzające się imiona do spółki z moim wrodzonym roztrzepaniem dały mi nieźle popalić. Nie raz po powtórnym podjęciu wątku musiałam chwilę zatrzymywać się nad tekstem i zastanawiać, kto to właściwie jest i czyim jest dzieckiem. Bo w tej książce powiązania rodzinne są niezwykle ważne, są kluczem do całej historii.

http://pl.wikipedia.org

Realizm magiczny ma w sobie coś magnetyzującego. Te wszystkie elementy fantastyczne, alchemia, latające dywany… Od zawsze byłam i jestem zwolenniczką odrobiny magii w codziennym życiu, dlatego styl Márqueza bardzo przypadł mi do gustu. A te jego liczne zdania wielokrotnie złożone po prostu uwielbiam! Polecam wszystkim „Sto lat samotności” choćby dla samego artystycznego kunsztu. Lecz jeśli to Was nie przekonuje, dorzućcie do tego jeszcze nietuzinkową historię, wielopłaszczyznowych bohaterów i intensywne emocje. I jak?